Ten wpis miał kilka roboczych tytułów. „Jak rozczarować faceta w 3 godziny”, „Jestem sobą, a nie Twoim o mnie wyobrażeniem”,  „Darling! Nawyobrażałeś sobie za dużo” i wreszcie „Wybacz, że nie jestem księżniczką na różowym jednorożcu!”. Wygrał ostani, ale pasują wszystkie! Odnoszą się do rozczarowania, które przeżył pewien Pan w związku ze mną. Z nieskromną mną i moim obrazoburczym blogiem konkretniej. Przyznaję, nie pierwszy raz kogoś rozczarowałam, zawiodłam i uraziłam. Pierwszy raz jednak udało mi się wywołać rozczarowanie u mężczyzny, którego nie znam zupełnie. Mimo, że historia w pierwszej chwili mocno mnie rozbawiła, wydała mi się absurdalna wręcz, to jednak po chwili postanowiłam sprawdzić czego mogę się z niej o sobie dowiedzieć, bo wiadomo, że nic nie dzieje się bez powodu.

No dobra, ale co to za historia?

Jakiś czas temu, całkiem nawet odległy, za pośrednictwem onlajnów poznałam Pana. Nie zagłębiając się w szczegóły zbytnie zdradzę, że zażyłość nasza wyraziła się w pofriendowaniu się na fb, a zobowiązania wzajemne, których byłam świadoma ograniczały się do jakiejś, gdzieś, kiedyś, jak się życie mu poukłada wspólnej kawy. Przyznaję, że miałam świadomość, iż Pan ów jakiś pomysł o charakterze damsko – męskim wobec mnie miał. Sądziłam jednak, że musi to być chęć obustronna, aby jakieś decyzje w tej sprawie zapadły.

Chemii u siebie nie wyczułam żadnej, więc znajomość tę traktowałam po prostu w kategoriach koleżeństwa i to nie szczególnie bliskiego. I jak na spowiedzi przyznaję, że żadnych flirtów nie uprawiałam, nie mamiłam urokiem własnym i obietnic pustych nie składałam. Słuchałam jedynie uważnie i rozmawiałam z nim poważnie o życiu. No taką mam przypadłość, że zawsze słucham prawdziwie. Niezbyt częste jednak to były rozmowy, bo zajęć miewam całe mnóstwo.

Ostatnimi czasy, to nawet wcale z miłym Panem nie rozmawiałam. Każdą minutę, którą z dnia i tygodnia wykraść mi się udało spędzałam na pisaniu. Kiedy blog mój został upubliczniony zaczęłam dzielić się adresem mojego spełniającego się marzenia. W którejś tam turze wysłałam adres i jemu. Pięknie prosił, znaliśmy się, więc nie widziałam powodu, żeby się nie pochwalić. Pan miło podziękował i obiecał, że zajrzy. Kilka dni czytał, aż wreszcie na ekranie smartfonika pojawiła się odpowiedź. Nie podziewałam się worka zachwytów, ani niezwykłego wsparcia, ale tego co się wydarzyło w najwyższym piku swojej kreatywności bym nie wymyśliła.

Masz wiadomość.

Pan bardzo delikatnie dał mi do zrozumienia, że blog mu się nie podoba (Jasne, ma prawo!), ale zakładał jednak, że wielu czytelniczkom się spodoba. I tu naprawdę mógłby postawić kropkę. On jednak zechciał jeszcze podzielić się swoimi odczuciami.  Jak się okazało nie tyle, co do moich talentów lub ich braku. On zwyczajnie poczuł się „zawiedzenie i rozczarowanie” i treścią, ale przede wszystkim mną. „Szczególnie zabolał” go fragment jednego z moich ukochanych tekstów:  Jak poznać faceta po 40. Wpis jest tak osobisty i tak prawdziwy, że nie mam pojęcia jak fragment „pisał wiersze, ale nie miał kasy” mógł skojarzyć z sobą. Bo ani wierszy mi nie pisał, ani ze spraw finansowych się nie zwierzał. Po lekturze mego bloga doszedł do wniosku, że żyjemy w dwóch zupełnie różnych systemach wartości. Jego to idealizm a mój hedonizm….Wiem, że drażnię swoją radością i celebrowaniem najprostszych momentów życia, ale zabrzmiało to przynajmniej jednowymiarowo. Nie to jednak zaskoczyło mnie najbardziej, bo uprawiając ekshibicjonizm emocjonalny i mentalny liczę się z ryzykiem hejtu i niezrozumienia.

Najdziwniejsze było to, że ów On uznał, że  jestem odpowiednią dla niego partią (to akurat jeszcze mogę zrozumieć) i zaprzestał dalszych poszukiwań zaczynając traktować nas jak parę. Nic mi o tym nie mówiąc po pierwsze i nie pytając, co ja na to po drugie!

Rozczarowanie, a worek z wyobrażeniami.

Skąd się wzięło to mną rozczarowanie?  Z potrzeb własnych, być może nawet nieuświadomionych, z marzeń, z braków i z nadziei, że ktoś jest w stanie uczynić nas szczęśliwymi. Gdzie zawiodłam?  Tam, gdzie pojawiła się nadzieja na to, że nasze długie rozmowy (czaty) będą początkiem trwałej, prawdziwej, szczerej relacji. Początkiem budowania związku, którego oboje (podobno ja też) potrzebowaliśmy i który rozumiemy w podobny sposób.

Nawyobrażał sobie chłopak różnych rzeczy o mnie. Jaka jestem kompatybilna z jego wyobrażeniami idealnej partnerki i idealnego związku. To co ja brałam za normalną koleżeńską rozmowę,  dla niego było dowodem na to, że budujemy coś intymnego. Liczył, że rozmawia z kimś bliskim, a to byłam tylko ja. Niczego nie ukrywałam, nie taiłam, mówiłam wprost, ale i tak zostałam księżniczką pomykającą na różowym jednorożcu – idealnym, lukrowanym cudem!

Rozczarowanie, a królowa dram!

W wiadomości od mojego znajomego nie zabrakło wielkich słów. O tym, że się pomylił w stosunku do mnie, że są między nami różnice tak wielkie, że nasze drogi się nie zejdą nigdy. Zapewnił mnie, że nie ma do mnie żalu. Życzył spełnienia marzeń, no a wszystko zakończył mocnym ŻEGNAJ i odfriendował mnie na fb! Nie jestem królową dram, więc nie zarezonowałam z tym dramatycznym tonem zupełnie. O ile jestem jeszcze w stanie zrozumieć skąd się wzięło u niego rozczarowanie, o tyle bardzo zdziwiło mniem, że dorosły człowiek nie rozumie, że sam sobie to rozczarowanie zafundował.

Nie umiałam sobie nawet wyobrazić o co mógłby mieć do mnie żal. Nie mogę brać odpowiedzialności za jego o mnie wyobrażenia i tak silne emocje, które wywołałam ja i mój blog. Pewnie szybko o całym zdarzeniu bym zapomniała, gdyby nie to świdrujące pytanie: Po co mi się przytrafiła ta historia.

Rozczarowanie lekcja pierwsza.

Musiałam sobie przypomnieć starą prawdę. Za każdym wyobrażeniem o innym człowieku podąża nasze nim rozczarowanie. Nigdy nie możemy tracić czujności. W każdym obszarze życia warto sprawdzać, czy oceniamy fakty, czy myślimy życzeniowo. Ktoś kto jest dla nas miły nie musi być w nas od razu zakochany. Ten kto umawia się z nami na kawę, nie musi mieć na nic poza kawą ochoty. Nasze potrzeby nie staną się też potrzebami naszych partnerów, dzieci, czy klientów. Warto pytać i uważnie słuchać odpowiedzi, bo jeśli o tym zapomnimy, to rozczarowanie niezadowolonym ze wspólnych wakacji dzieckiem, nie doceniającym naszych starań klientem, czy koleżanką, która chce być tylko koleżanką gotowe.

Rozczarowanie lekcja druga.

Nie jestem wolna od stereotypów. Po pierwsze, zdziwiłam się, że mężczyzna może sobie nawyobrażać. Podejrzewałam o to głównie kobiety. Po drugie, przestałam myśleć surowo o mężczyznach, którzy mnie rozczarowali. Być może zbyt łatwo przypisywałam im wszystkie winy tego świata. Nie jeden raz roniłam łzy rozpaczy i przełykałam gorycz rozczarowania wynikającą z niespełnionych obietnic, zawiedzionego zaufania czy złych intencji. Dzisiaj muszę zrobić rachunek sumienia. Ile tam tak naprawdę było męskiej podłości, a ile moich wyobrażeń, nadinterpretacji, potrzeb, braków i projekcji?