Twoje życie to nie Black Friday!

Twoje życie to nie black friday

Twoje życie to nie Black Friday! Nie musisz dawać w promocji swojego czasu, swoich emocji i nie musisz obniżać swojej wartości. Nie musisz obniżać też swoich życiowych standardów i rezygnować z oczekiwań wobec siebie i innych ulegając presji bycia trendy i bycia cool. Albo kogoś stać, żeby zapłacić za Ciebie pełną cenę, albo niech spada. Tłum gapiów, oszczędzaczy i czekaczy na tej jedyny dzień w roku to naprawdę nie jest to, co robi kobiecie dobrze!

Twoje życie do nie Black Friday

Black Friday. Ten coroczny szał okazji, natłok promocji i wszechobecny pęd za tańszym przyprawia mnie o drgawki ale o jeszcze większe drgawki przyprawia mnie obserwacja, że ten trend obecny jest też w naszym życiu prywatnym. Rozmawiając o życiu często używam biznesowych metafor, a ta Black Friday’owa do moich ostatnich przemyśleń pasuje szczególnie dobrze.

Chcę stworzyć związek. Wydaje się, że pasujemy do siebie idealnie. Mentalnie, fizycznie i światopoglądowo. Na poziomie wartości. Nic z tego! On nie może się zaangażować na 100%. Najlepsze byłoby ONS. No Friends with benefits zaryzykuje w najgorszym wypadku.

Pragnę przyjaźni. Tyle, że okazuje się, że oczekuję za dużo. Bo pragnę czasu, rozmów i kontaktu. Potrzebuję pytania o moje potrzeby, o moje trudy i o moje radości. Niestety, ludzie często nie mają aż tyle czasu. No i o co w zasadzie mi chodzi? Przecież on czy ona ogląda moje fejsbuczkowe relacje, więc wie, że u mnie wszytko ekstra furczy!

W każdy biznesowy projekt wkładam serce, duszę i energię, żeby klient skorzystał najwięcej, ale on rzuca kontraktem, kiedy ktoś pomacha ofertą piętnaście groszy tańszą. I mam nie narzekać! Takie czasy Pani. Frontem do klienta trzeba, frontem…

Znasz to? Bo ja znam!

Black Friday czyli daj Pani promkę!

Nie masz czasami wrażenia, że oczekuje się od Ciebie, że masz być w ciągłej promocji? Że z radością powiesz: Tak weź moje serce za bezcen. Ależ proszę! Przesunę dla Ciebie swoje granice. Nie masz czasu? No trudno, spotkamy się kiedy indziej. Źle się czujesz? Masz dużo pracy, masz inne zajęcia? Oczywiście! Poczekam. Poczekam aż w końcu umówisz się akurat ze mną. Ucieszę się jak głupia, kiedy w końcu odpowiesz na mojego maila czy smsa więcej niż jednym zdaniem. Zachwycę się, jak nie zapomnisz o naszym spotkaniu, jak złożysz mi urodzinowe życzenia, albo jak spędzisz ze mną weekend. Oddam siebie, swój czas i swoje ciało w promocji, bo przecież konkurencja nie śpi, bo nie chcę być sama, bo jak nie ja to ona, bo cholera wie co jeszcze…

Twoje życie, Twoje zasady!

Kilka tygodni temu pewien chłopak postawił mnie przed wyborem. Królowo, wolność słowa, albo związek!  Czyli albo on, albo blog… Na odchodne powiedziałam mu, że wiem, że nie jestem dziewczyną dla każdego. Odpowiedział, że może być tak, że będę dziewczyną dla nikogo! Ewidentnie chciał mnie przestraszyć. Nie udało mu się tylko dlatego, bo nie wiedział, że mnóstwo swojej energii od lat skupiam na tym, żeby nie robić ze swojego życia festiwalu Black Friday!

Nie jest to łatwe, bo jak każdy mam pragnienia, mam marzenia i mam cele. Marzę o fajowym związku, o niezależności finansowej, o dalekich podróżach własnym jachtem. Szukam więc sposobu, żeby wymienić się z kimś pokładami drzemiącej we mnie miłości. Rozglądam się za możliwościami, żeby spieniężyć moje talenty. Wypatruję każdej okazji, przyglądam się każdej sposobności, ale nie oddaje się za bezcen. Mimo, że w głowie, i tuż obok ucha szepcą mi różne głosy. Że będę sama, że nie sprzedam tego i tamtego w takiej cenie. Że nie ten wiek na marudzenie i że źle dobraną mam niszę. Regularnie staję przed pytaniem – kto kupi mnie, moją przyjaźń i moje produkty w regularnej cenie… Nieustająco coś krzyczy: Daj promocję! Chociaż małą. Oddaj troszkę marzenia, zrezygnuj z jakiegoś pragnienia, odpuść chociaż odrobinę…

Tylko wiesz co? To jest one way ticket. Na początku dajesz 10%. Potem 20% Następnie 50…70, aż nie wiesz kiedy dochodzisz do miejsca, gdzie oddajesz wszytko co masz za maila. Stajesz się lead magnetem za zapis na newsletter. E-bokiem, poradnikiem, czymkolwiek, żeby tylko ktoś na Ciebie spojrzał, zajrzał do twojego biznesu, wypił z Tobą kawę. Godzisz się na cokolwiek, żeby tylko był w Twoim życiu jakiś ruch.

Królowo! Twoje życie to nie jest Black Friday. Nie rozdaj się za darmo!

Łatwo powiedzieć. Trudniej zrobić! Wiem, naprawdę to wiem. Presja jest okropna, a nasze lęki przejmują kontrolę, bo (wybacz Królowo tę metaforę) każda z nas chce się sprzedać. Bo pragniemy miłości, radości, spełnienia, bo jesteśmy stadnymi ssakami, a regularna cena niesie za sobą ryzyko wykluczenia, odrzucenia i finalnie samotności.

Pomyśl jednak!  Co niesie za sobą ciągłe obniżanie ceny? Nieustające godzenie się na mniej, na przesuwanie granic, na rezygnację z siebie? Na końcu tej drogi zaczynasz mieć wrażenie, że każdemu klientowi, każdemu mężczyźnie, każdej kumpeli musisz udowadniać, że jesteś warta czasu, pieniędzy i miłości. Na końcu tej drogi nawet siebie będziesz musiała przekonywać, że masz prawo do marzeń, do pragnień i do siebie.

Czy nie lepiej odważnie powiedzieć sobie: Płace regularną cenę za biznes, za miłość, za seks, za przyjaźń. Angażuję się na maksa. Na sto procent kocham, na sto procent uprawiam seks, na sto procent się przyjaźnię, na sto procent szaleję i na sto procent płaczę, więc do jasnej cholery nie proś mnie więcej o promkę! Płacę pełną cenę za życie, więc nie oczekuj, że zejdę ze swojej ceny! Zapłać za mnie tyle ile trzeba, a jeżeli Cię na mnie nie stać, to po prostu odejdź.

Nie jest łatwo powiedzieć STOP nadużywającym nas relacjom. I bez znaczenia jest, czy są to relacje prywatne, czy biznesowe. Bo tam gdzie jesteśmy nadużywane, gdzie ciągle robimy na siebie promocje zazwyczaj jest w nas rana. Bolesna i niewygojona. I nie wystarczy powiedzieć sobie odejdź, nie odpisuj na maile, nie odbieraj telefonów, czekaj na lepsze oferty. Nie pomoże puszczanie, odpuszczenie, zaprzeczenie, zakrzyczenie czy zezłoszczenie. Tę ranę trzeba zobaczyć, utulić i zrozumieć, a wtedy z dużym prawdopodobieństwem popatrzysz w lustro i z uśmiechem zgodzisz się ze mną, że świat jest pełen klientów. Również tych gotowych zapłącić za Ciebie najwyższą cenę!

Dziękuję, że czytasz. Jeżeli uważasz, że moje wpisy mogłyby się komuś spodobać, albo w czymś mu pomóc, udostępnij je szepcąc o mnie dobre słowo. Zachęcam Cię też do subskrypcji newslettera. Co niedziela o 21:00  wpadam do Ciebie z bardzo wartościowym materiałem.

Podobne wpisy