Singielka – słowo, które dla jednych brzmi jak  marzenie, podczas gdy u innych wywołuje przerażenie. Są takie wśród nas, dla których bycie singielką to wybór i takie, które zostały tym stanem zaskoczone. Jedne z nas się tym czasem cieszą, inne szukają z determinacją ucieczki z tego Escape Room -u. Jestem singielką od ponad 3 lat i chyba w ocenia świata trwa to za długo, bo zaczynają do mnie docierać głosy troski: „Coś z nią musi być nie tak!” „Pewnie już sobie nikogo biedaczka nie znajdzie…” Głosy oburzenia: „Na co ona czeka? Przecież nie robi się młodsza!” Ale słyszę też głosy aprobaty. „Ma rację! Po co jej ten kłopot?!” Nie trzeba kupować browaru, żeby się piwa napić „- to o seksie! No i są też głosy, które mają mnie na duchu podtrzymać: „I super, nie martw się! Przynajmniej możesz robić co chcesz!”

Czuję, że bliscy i dalsi patrzą na mnie z jakąś mieszanką podziwu, zazdrości, dezaprobaty, niewiary, współczucia no i oczywiście mniej lub bardziej skutecznie gryzą się w język, próbując nie obdarowywać mnie cudownymi radami i najlepszymi pomysłami, jak mam żyć, żeby w tym stanie pozostać lub z niego uciec.

Zastanawiasz się jak to jest być singielką? Ciekawi Cię, czy życie singielki to nieograniczona wolność, niepohamowana radość i nigdy nie kończące się balety? A może raczej singielka kojarzy Ci się z samotnością i nieutuloną niczym tęsknotą za miłością i związkiem?

Nie powinno Cię zaskoczyć, jeżeli napiszę, że z byciem singielką jest jak ze wszystkim w życiu. Nie ma jednoznacznych odpowiedzi. Czasami jest różowo, a czasami chujowo… Jest jednak coś w tym stanie, czego nie sposób nie docenić. Bycie singielką mega hartuje, uczy odwagi, dodaje wiary w siebie, ale przede wszystkim wyjątkowo dobrze pozwala poznać siebie, swoje potrzeby i swoje marzenia.

Singielka – wybór czy konieczność?

Jakiś czas temu znajoma komentując wpis na moim facebooku o kobiecych rozmowach przy winie napisała, że wkurza ją, że tak wiele z nas nie docenia siebie, że musimy mieć chłopa przy boku, bo jak go nie ma to czujemy się niepewnie, że nie wierzymy w to, że możemy być szczęśliwe bez portek obok. Wiele w tym prawdy niestety. Często pozostajemy w nierokujących związkach jedynie z obawy, że zostaniemy singielką! Singielką, czyli kobietą smutną, samotną, zdeterminowaną w poszukiwaniu kogokolwiek, byleby nie zasypiać samotnie. I naprawdę chciałabym pochwalić się, że ze mną było inaczej, że kiedy skończyła się moja big love to odważnie spojrzałam prawdzie i mężowi w oczy, rzuciłam wszystko i stałam się dumną singielką.

Wina, wina, wina, wina dajcie…

Niestety nie…Trwałam w tym związku, a wymówkom, obawom i dylematom nie było końca. Pewnego dnia życie jednak zdecydowało za mnie i z dnia na dzień stałam się singielką. Przechodziłam przez wiele etapów, a każdy z nich potrzebował wina z inną etykietką.

Etap pierwszy i towarzyszące mu wino z etykietą WIELKI WKURW. Nie chcę słyszeć o facetach, będę czytać, wzrastać i pracować nad sobą. Etap drugi i wino dodające randkowego animuszu. Nie chcę słyszeć o związkach, ale seks to zupełnie coś innego. Etap trzeci i wino doskonale komponujące się z kanapą i kapciowym dess codem. Miłość jest jednak najważniejsza, a rodzina to podstawa. Etap czwarty i wino z etykietą JEST MI SMUTNO JAK CHOLERA. Wszystko jest do dupy, nikt mnie kocha, nie umiem wytrwać w związku, zawsze będę sama. Etap piąty, nie wiem czy ostatni, ale bardzo go lubię. O! I tutaj wina prawie nie używam:).

Szczęście, spokój, radość i spełnienie nie mają nic wspólnego z tym jaki status związku wpisujesz na facebooku, czy żyjesz solo, czy masz te rzeczone portki u boku. Szczęście albo w sobie masz, albo go nie masz i tylko od Ciebie zależy czy je w sobie znajdziesz. Życie natomiast czasami czyni z Ciebie singielkę, właśnie po to, żebyś tę szczęśliwą część siebie znalazła.

Czas pełen wyzwań.

Często słyszę, że singielki to mają super, bo mogą robić co chcą, a przede wszystkim kiedy chcą, bo w cholerę dużo czasu mają. No może nawet jeżeli mamy go więcej, bo tych portek przecież nie pierzemy, to okres bycia singielką nie jest czasem, kiedy życie zawsze nas rozpieszcza. Jako singielka z mnóstwem rzeczy zostajesz sama. I  niestety Twoje życiowe czelendże nie ograniczają się do samodzielnego otworzenia wina wieczorem, czy odkręcenia nieodkręcalnego słoika korniszonów. Akurat wtedy kocioł ma pomysł, żeby się zepsuć, pralka przechodzi bunt dwulatka lub nastolatka, dach sobie przypomina, że ma ochotę poprzeciekać, a grafik szkolny dziecka – akurat w sezonie, kiedy zaczynasz życie singla, staje się zupełnie nieelastyczny.

Ten czas jednak to też wyjątkowa okazja, żeby doświadczyć siebie na nowo. Bo jako singielka niby żyjesz w podobnych okolicznościach, co przed tym zanim nią zostałaś, jednak wszystko jest jakby inne. Podróże, które organizujesz sama, wychowywanie dzieci, codzienne zakupy. Wszystko niby jest tylko na Twojej głowie, ale wszystko jest też tylko w Twoich rękach. Szybko orientujesz się, że nie tylko jesteś wystarczająco silna, żeby otworzyć samodzielnie słoik, ale umiesz również bez portek obok kupić auto, zamówić dekarza i bez stresu zorganizować samochodową podróż po Europie. Nie ma siły, żeby takie doświadczenia nie dodały Ci wiary w siebie i we własne możliwości. Każdego dnia składasz te małe sukcesy jeden do drugiego, piaty do szóstego i zanim się orientujesz stajesz się babką silną, niezależną i odporną na pokusy, żeby z kimś być, bo nie wiesz jak sobie poradzić bez kogoś.

Bycie singielką uczy, że nie potrzebujesz portek obok, żeby ogarniać codzienne i mniej codzienne sprawy sama. I o dziwo oducza Cię też bycia Zosią Samosią. Bo jeżeli nikomu nie musisz udowadniać jaka jesteś silna, zdolna i ogarnięta masz przestrzeń, żeby docenić każdy przejaw wsparcia i siłę, żeby prosić o pomoc.

Seks, FWB, ONS i inne tajemnice solo alkowy.

O tym co się dzieje w sypialniach singielek krążą prawdziwe legendy. Czasami, kiedy słucham opowieści o singielkach, to nie wiem czy się zachwycać czy trwożyć mitami podkręcanymi produkcjami Netfixa. Musicie wiedzieć, że nie rzucamy się z pazurami na mężów naszych koleżanek. Nie siedzimy też na kanapie wypłakując się przyjaciółkom w mankiet. To jak intensywnie i jak odważnie korzystamy z życia zależy od naszego temperamentu, życiowej energii i osobowości, a nie o tego czy żyjemy solo czy w parze. Chociaż nie da się ukryć, że bycie singlem czy singielką bywa sporą mobilizacją, żeby odważniej i szerzej spojrzeć na siebie, swoje potrzeby i przekonania. Poeksperymentować sprawdzając co lubimy – również w alkowie.

Jako singielki dość naturalnie sięgamy po aplikacje randkowe  i wtedy zdarza się, że nasze życie osobiste przyśpiesza. Zdarza się, że nawet mocno przyśpiesza. Za pośrednictwem np. Tindera  szukamy różnych rzeczy – miłości, przyjaźni, towarzystwa do kina, a czasami szukamy po prostu seksu. I oczywiście ten seks i nasze randkowanie budzi najwięcej kontrowersji. I nikogo nasze dorosłe solo życie nie powinno obchodzić, ale jest inaczej. Pełno wokół nas ludzi, którzy wiedzą co nam wypada, co warto, a od czego będziemy się w Piekle smażyć. I tak na przykład seks na pierwszej randce sprawi, że mężczyzna kobiety szanować nie będzie, ONS i FWB to prosta droga do rzeczonego Piekła, zdjęcie na profilu randkowym zrujnuje Ci karierę, a od częstego randkowania wezmą nas na języki.  Zaczniemy uchodzić za kobiety wybredne i niezdecydowane, żeby nie powiedzieć, że za puszczalskie zołzy.

Nie wiem czy każda singielka jest gotowa mieć te dobre rady i głosy rozsądku w nosie. Warto jednak, żeby każda o jednym pamiętała. Wszyscy Ci, którzy wiedzą jak mamy żyć – nie żyją naszym życiem. Ci „Radziciele z dobrego serca” nie noszą naszych butów. Nie siedzą w naszych sercach, nie wiedzą co rozpala nasze ciała i co koi nasze dusze. Tym samym nie mają ani wiedzy, ani prawa mówić nam co dla nas dobre, co nam daje szczęście i jak powinnyśmy nasze alkowy urządzać.

Singielka, samotność i przeźroczystość.

Sama nie znaczy samotna. A raczej bycie singielką nie przesądza o samotności, tak samo jak bycie w związku nie gwarantuje jej braku. Nigdy w całym swoim życiu nie byłam bardziej samotna i nie czułam się bardziej przeźroczysta, niż w ostaniej fazie mojego małżeństwa. Niestety bycie singielką i posiadanie wielu adoratorów braku przeźroczystości też nie gwarantuje. Z samotnością i przeźroczystością jest tak samo jak ze szczęściem, radością i wolnością. Świat zewnętrzny odpowiada na to co nosimy w środku. Jeżeli nie doceniasz swojej atrakcyjności, nie wzbudzisz prawdziwego pożądania. Jeżeli boisz się odtrącenia, nie musisz być singielką – będziesz odtrącana w małżeństwie. Jeśli nie jesteś dla siebie ważna, nie zostaniesz doceniona przez nikogo.

To najcenniejsza z cennych lekcji, jakie dostałam przez ten czas. Samotność to suma braków, które nosimy w sobie. Nikt, ani nic nie jest w stanie ich uzupełnić za nas. Samotność i przeźroczystość w związku i poza nim zazwyczaj opowiadają historię o tym, że nie kochamy i nie doceniamy się sami i nie mają nic wspólnego z byciem singlem czy singielką.

Jest coś co mnie w byciu singielką wkurza!

Bycie singielką to dla mnie stan taki sam jak bycie blogerką, kobietą czy żoną. Jestem i już. O niczym to w moim życiu nie przesądza i niczego nie dowodzi. Lubię być singielką, bo lubię siebie.  Doświadczam tego czasu, uczę się i lepiej poznaje siebie. A co mnie wkurza? Łatkowanie, metkowanie, założenia i ocenianie.

  • Znajdziesz/nie znajdziesz sobie kogoś! – Jasne, bo moje życie bez kogoś niewiele jest warte!
  • Ale Ty masz dobrze! Nie gotujesz i nie pierzesz. Możesz robić co chcesz…- A ja lubię codzienność i nie zakładam, że związki wykluczają robienie tego co się chce.
  • O matko! A z kim Ty będziesz spędzać święta, weekendy, wakacje i starość???? – Z sobą. Nie trzeba mieć partnera, żeby wyjechać na wakacje, czy pójść do kina.
  • Nie nadaję się na Twojego idealnego partnera! – Skąd wiesz? Nigdy mnie nie spytałeś kto jest dla mnie idealny. Zakładasz po prostu, że jestem zdesperowaną singielką, która ograbi Cię z Twojej wolności.
  • Jesteś szczęśliwa jako singielka. Nie nadajesz się do związków! – Serio? Nie, jestem szczęśliwa po prostu i nie ma to nic wspólnego z byciem singielką.
  • Dajesz sobie radę ze wszystkim. Jesteś dla mnie za silna! – Nie. Nie jestem za silna. Ty nie wierzysz w siebie i boisz się być ze mną.

Bycie Singielką mnie zmieniło, zahartowało, dało siłę, zmusiło do wzięcia pełnej odpowiedzialności za swoje życie i szczęście. Nie zgorzkniałam. Dojrzałam. Nie przestałam wierzyć w miłość. Co więcej, dopiero teraz, kiedy jestem pełna miłości do siebie, czuję, że mogę miłość przeżywać prawdziwie. A związki? Czy ja wierzę w związki?

Singielka, a związek idealny.

Obudziła mnie jego miłość. Wtulony we mnie pięknie szeptał i gorąco zapewniał…Kiedyś rzuciłabym się na te zapewnienia  zachłannie. Dzisiaj mam pewność, że jeżeli zapragnie ode mnie czegoś więcej niż porannej kawy, będę musiała złamać mu serce. Bycie singielką dało mi jeszcze jedną – arcyważną lekcję. Przez te lata zrozumiałam, że związek to wybór, przejaw największej odwagi i dowód prawdziwej wolności, a nie konieczność, presja czy cel życia. I mimo, że pragnę moją wolność, radość, hobby i czas z kimś dzielić, to nie sprzedam ich i siebie za trzy, a nawet sześć srebrników. Nauczyłam się żyć solo, więc spokojnie poczekam. Poczekam jak długo będzie trzeba, bo w tych portkach u boku, nie chodzi o portki, tylko o to, żeby nosił je kto trzeba:).