|

Książki o czarownicach, które zostawiają ślad w sercu!

Książki o czarownicach, które zostawiają ślad w sercu!

Bywa tak, że książki o czarownicach nas śmieszą. Zdarza się też, że się ich „boimy”. Najczęściej jednak wszelkie książki o czarownicach nas fascynują. Dlaczego i skąd te różnice w ich odbiorze?  Mam niezwykłą pewność. Czuję, że każda z nas ma w sobie wiedzę, mądrość i uważność wiedźmy. Niestety, świat z nas je wyrwał. Kazał nam o nich zapomnieć i się ich wstydzić. Śmiem twierdzić, że każda kobieta czuje tę wiedźmę w sobie i albo jej w duszy głęboko gdzieś szuka (niekiedy po omacku), albo chce ją w sobie zagłuszyć.

Mamy radary wyczulone na każdą wzmiankę o czarownicach. I jeśli jakaś część w nas sobie to uświadamia i w sobie to akceptuje – tęsknimy. Jeżeli nie możemy się z tą prastarą częścią nas pogodzić, uciekamy. Uciekamy i powtarzamy „święte prawdy” łowców czarownic. Że to na wskroś złe, do bólu niebezpieczne oraz odrażająco obrzydliwe pragnienie bycia wolną, odważną i znającą siebie kobietą…pfu wiedźmą trzeba w sobie za wszelką cenę zdusić.

Skąd się biorą książki o czarownicach?

Czasami szukając informacji w jednej dziedzinie trafiamy zupełnie przypadkowo na coś, o czym trudno nam zapomnieć.  Na coś co pochłania nas bez reszty. Coś co sprawia, że kompletnie zapominamy o tym, nad czym początkowo się skupialiśmy. Tak było z autorką książki, którą znalazłam szperając w czeluściach internetowych księgarń, z Beth Underdown. Zupełny bowiem zbieg okoliczności sprawił, że czytając książkę o rozwoju położnictwa w XVII wieku natrafiła na historię łowcy czarownic – Matthew Hopkinsa. Od razu  porzuciła wtedy temat narodzin maluczkich. Można by więc rzec, że tylko szczęśliwy traf zadecydował o powstaniu jednej z ważniejszych i ciekawszych książek, które przeczytałam w moim życiu- „CzarowniceManningtree”. Znalazłam ją szukając książki lekkiej, łatwej i przyjemnej. O jakże się myliłam w swojej początkowej ocenie.

Książki o czarownicach – czego się w nich spodziewać?

To nie jest tak, że temat mnie nie interesował. Od dłuższego czasu wyraźnie widać na rynku wydawniczym popularność książek dotyczących czarownic, wiedźm, miejsca kobiet w świecie i pozycji tychże w nim. To nie tak, że tematu nie znałam. Nie jest też tak, że nie słyszałam o czarownicach z Salem. O paleniu kobiet na stosach i oskarżaniu o ich o czary. O rzucanie uroków i zaklinaniu rzeczywistości niekoniecznie na plus dla tychże. To nie jest również tak, że łatwo mną wstrząsnąć. Nie tak, że pierwszy raz czytałam o perfidii, zakłamaniu, okrucieństwie czy premedytacji, z jaką mężczyźni, ale także i kobiety (gdyby nie ostanie zakusy tych i owych ku poszukiwaniu cnót niewieścich można by napisać „tylko w dawnych czasach”) traktowali kobiety mądre, odważne, „zwyczajnie” wyjątkowe.

Czarownice z Manningtree

Dawno już jednak nie czytałam książki napisanej w tak bardzo sugestywny sposób. Przepięknym, a jednocześnie prostym językiem autorka przenosi nas do Essex w siedemnastowiecznej Anglii. Zaprasza nas do niezwykle intymnego świata młodej wdowy – Alice Hopkins. Do świata, w którym poznawszy jej historię, tak bardzo (w pewnym oczywiście sensie) nie chcielibyśmy być. Jest to bowiem świat, w którym rodzinna miejscowość, do której wraca Alice po śmierci męża, przestaje być spokojnym i sielskim azylem. Gdzie ukochany brat staje się tym, kogo bać się należy i przed kim trzeba za wszelką cenę się chronić.

To świat, w którym trzeba uciekać się do najróżniejszych forteli, by móc spotkać się ze starą przyjaciółką nieżyjącej matki. Świat w którym trzeba udawać, że ten kogo boimy się najbardziej, jest naszym największym przyjacielem. To świat, w którym wiedza staje się przekleństwem. Ukochany dom przeobraża się w więzienie, a zwykła ludzka zawiść zamienia życie w piekło. To wreszcie niezwykły w swym okrucieństwie świat szaleńca, który uzurpuje sobie prawo do bycia bogiem, nawet wówczas, gdy kapłani mu tego prawa odmawiają.

Łowca czarownic.

„Czarownice z Manningtree” to książka niezwykła z wielu względów. Trudno się oderwać od opisów emocji jakie towarzyszą młodej Alison. Od jej przemyśleń, marzeń oraz analizy wszystkich wydarzeń, które ją spotykają. Trudno się z nią nie identyfikować szczególnie wówczas, gdy nasza wrażliwość pozwala na współ-odczuwanie, współ-marzenie, współ-czucie wobec świata i innych. Nie sposób oderwać się od tej historii, która przeraża jako historyczne studium mizoginizmu i wspomnianego już wyżej szaleństwa. Niestety, pewne jej elementy bardzo łatwo  przekładają się na współczesność, co czyni tę opowieść jeszcze bardziej przerażającą.  Trudno wreszcie uwierzyć w to, że wspomniany już łowca czarownic – Matthew Hopkins, jest postacią historyczną, czyli prawdziwą. Żył rzeczywiście w XVII wieku w Anglii i przyczynił się do śmierci prawie dwustu kobiet.  Mimo, że nigdy oficjalnie nie otrzymał „błogosławieństwa” kościoła katolickiego, działał z wyjątkowym zapałem, determinacja i okrucieństwem.

Książki o czarownicach, których nie sposób zapomnieć…

Nie jest to książka łatwa. Nie jest też lekka i przyjemna. Jak już pisałam, nie takiej szukałam we wspomnianych już wcześniej czeluściach internetowych księgarń. Nie oznacza to jednak, że żałuję. Jest to bowiem bez wątpienia książka, którą powinien przeczytać każdy, kto choć trochę wątpi w fakt,  że wbrew zdrowemu rozsądkowi szaleńcy opętani nienawiścią potrafią zmieniać bieg historii.

Joanna Wachowska

Więcej moich recenzji znajdziesz tutaj:

Kristin Hannah – wyjątkowa opowieść o dwóch siostrach.

Podobne wpisy