Ślepe szczęście. Mieć szczęście. Szczęśliwi czasu nie liczą. Brudne dzieci, to szczęśliwe dzieci i pieniądze szczęścia nie dają…To pierwsze co przychodzi mi do głowy, kiedy pada słowo „szczęście”. To wszystko brzmi jak coś nieuchwytnego, od nas niezależnego, jak dar losu. Biegamy więc za tym szczęściem  jak szaleni, opętani potrzebą doświadczenia, dotknięcia, poczucia tego magicznego stanu. O niczym chyba nie napisano, nie powiedziano, nie wyśpiewano tyle, co o szczęściu lub o jego braku. I każdy chyba się zgodzi, że mimo tylu słów – odpowiedzi na pytanie jak dogonić szczęście znaleźć w tym wszystkim nie jest łatwo..

Szczęście, szczęście…gdzieś słyszałam. Co to?

Jestem typem mądrali i samochwały. Mimo, że niewiele jest rzeczy na których nie znam się najlepiej na świecie:), to (o dziwo!) niewiele mam odwagi, żeby mówić o szczęściu. Dużo wiem za to o nieszczęściu, bo był czas w moim życiu, że jedną wielką kupą owego byłam. Nie śmiałam wtedy się do tego, nawet przed samą sobą przyznać, bo przecież byłam zdrowa, miałam dobrą pracę, śliczny dom i kochającą rodzinę, więc jak mogłam być nieszczęśliwa? Tylko, jeżeli między szczęściem a zdrowiem ma stanąć znak równości, to znaczyć by to musiało, że wśród chorych nie powinno być ludzi szczęśliwych. A jeżeli małżeństwo, dom i piękne dziecko miałby szczęście gwarantować to skąd tyle smutno kończących się małżeństw? No i wreszcie te pieniądze, które z definicji ponoć szczęścia nie dają, ale życie jakieś bez nich mało kolorowe, na walce o przetrwanie skupione. No więc, co to jest to szczęście?

Szczęście jest jak orgazm.

Rozglądamy się za tym szczęściem jak opętani. Z obłędem w oczach modelujemy każdego, kto na szczęśliwego wygląda. Świat nas jeszcze popędza, wręcz szczuje na to szczęście…szukaj, pędź, znajdź!!! Ale jak? Jak dogonić szczęście? Gdzie go szukać? Jak je poznać? Kup książkę o szczęśliwym życiu – świat odpowiada. Zapisz się na kurs i zaznaj wreszcie szczęścia – podpowiada fb. Zrób to i nie rób tamtego – szepczą przyjaciółki. Co począć? Czytamy te książki od deski do deski. W skupieniu robimy notatki na kursach i wykładach oraz z zapartym tchem słuchamy najlepszych z doskonałych rad przyjaciół. Wszystko to z nadzieją, że nieszczęście przejdzie nam po tym, jak ból głowy po 3 aspirynach.

Tylko, że nic nam nie przechodzi. Jak dusza nas bolała, tak boli. Dlaczego? Te książki wyjątkowe, te kursy niezwykłe i te rady prosto z serca nie załatwią sprawy. Szczęście jest jak orgazm. Wymyka się wszystkim opisom. Nie ma też jedynego słusznego, niezawodnego i uniwersalnego sposobu na jego osiągnięcie. Nieważne jak bardzo byśmy chcieli, to nie możemy zrealizować recepty, ani postąpić zgodnie z manualem. Każdy musi przebyć swoją własną drogę. Każdy musi wydłubać z sakiewki trzy gramy odwagi, pięć deko ryzyka i pół kilo determinacji, żeby opłacić swoją własną podróż w poszukiwaniu szczęścia.

Jak dogonić szczęście, czyli podróż bez mapy.

Żeby wiedzieć jak dogonić szczęście musimy wiedzieć czym to szczęście jest. Dla nas! Niby banał i rzecz oczywista, a większość z nas goni pół życia za opisami z książek, obrazkami z telewizji i wizjami znanych trenerów. Goni, biegnie i po latach łapię się na tym, że ani kasa, ani domek z płotkiem i kotkiem, ani mnóstwo stempli w paszporcie tego szczęścia nie dają. Czegoś brakuje! Czego? Wiesz tylko TY. Wiesz, albo się dowiesz, kiedy na to trafisz. Kiedy to szczęście po prostu przeżyjesz i poczujesz – jak rzeczony orgazm.

Droga zarówno po orgazm, jak i po szczęście bywa wyboista i kręta. Można się zgubić pomiędzy wątpliwościami, niepowodzeniami i zniechęceniem. Trzymać się trzeba wytrwałości, nie można chodzić na kompromisy z samą sobą. Pogodzić się trzeba z upadkami, pomyłkami. Często się bywa na rozdrożu, wielokrotnie podejmuje się niepopularne decyzje. Nie zawsze jest łatwo, ale kiedy poczujesz szczęście, będziesz wiedziała, że to jest to. Wszystko będzie na swoim miejscu. Nie pomylisz tego uczucia z żadnym innym. Odetchniesz i to wielkie uff wypełni każdy milimetr Twojej duszy. Przestaniesz się bać, że do końca życia będziesz musiała udawać.

Jak dogonić szczęście – odpowiedzi znalezione w tawernie.

Gdzieś w środku lata, w samym centrum żeglarskiego świata, w tawernie zalanej piwem i rozkołysanej szantami, spotkałam pewnego chłopaka. Dużo tańczył, sporo gadał i mnóstwo pił. Gdzieś między „Hiszpańskimi dziewczynami” a „Morskimi opowieściami” zwierzył mi się, że kocha szanty i marzy o żeglowaniu. Spytałam czemu nie żegluje. Odpowiedział, że nie bywa wystarczająco długo trzeźwy, żeby wsiąść na łódź. W myślach mi chyba czytając dodał, że naprawdę jest szczęśliwy. Wystarcza mu, że może pić, słuchać szant i wyobrażać sobie, że żegluje. Zalał mnie smutek, złość i coś czego nazwać nie umiem. Chciałam krzyczeć, bo po co udawać, kiedy można doświadczać?

Naszą rozmowę przerwała żona marzyciela, wręczając mu, niemal jak paczkę, dwuletnią na oko dziewczynkę. Żądając, aby „wreszcie zajął się córką”. On się nią zajął, a my spojrzałyśmy sobie głęboko w oczy. Trwałyśmy tak w ciszy, bez słów opowiadając sobie nasze historie. Po chwili powiedziała: „Jestem szczęśliwa. Nie lubię szant, ale on je kocha.” Dwa razy podczas jednego wieczoru padło „szczęście”. Jego picie i marzenie, po które nie sięga. Jej szczęście, które odbija się od jego szczęścia, za którym, być może ona chowa wielki lęk przed stratą marzyciela, który mógłby za swoim marzeniem odpłynąć. I jeszcze moje szczęście – zupełnie inne. Zachłanne, niepokorne i w ciągłej drodze.

Czujesz się lepsza?

Opowiedziałam tę historię mojej przyjaciółce. Takiej, co bez cienia litości zadaje trudne pytania: No i co? Poczułaś się lepsza? Zawahałam się. Przez sekundę chciałam snuć opowieść o wolności, o wyborach, o udawaniu, o maskach i lustrach. O nieszczęściu chowanym pod dywan, ale… poczułam szczęście jedynie. Nie czułam się lepsza. Czułam się szczęśliwa, że żegluję, że szukam siebie, że wątpię, że upadam, że wstaję. Szczęśliwa, bo już się nie chowam za swoje wymówki, bo mam odwagę nieszczęściu rzucić w twarz – wal się! Nie spocznę, aż nie poczuję szczęścia w każdej części siebie.

A moi znajomi z tawerny? Mają swoją drogę, swój czas i swoje odpowiedzi i nie mi je oceniać. Zajmowanie się swoim szczęściem to najtrudniejsze zadanie na świecie. Za to „zbawianie świata”, porównywanie się i mądrzenie to często najlepsze wymówki i doskonałe sposoby, żeby nie szukać odpowiedzi na pytanie jak dogonić szczęście….Żeby nie ulec pokusie zaśpiewałam sobie „Pieśń wielorybników” i z „odwagą w sercu” ruszyłam dalej…w drogę po swoje własne szczęście.