Co to znaczy mieć jaja? Duży to kolokwializm i kilka razy dostałam po łapkach za jego używanie. A może nawet nadużywanie. Dlaczego po łapakach dostałam? Otóż pytanie to konotuje z mężczyzną i wywołuje niemalże natychmiastową odpowiedź pt. Mieć jaja to znaczy nie być p***ą, a ta z kolei kojarzy się z kobietą. Jedno pozytywne, drugie negatywne. I muszę się zgodzić, że to niefortunne skojarzenie, bo bywa, że kobiety jaj mają dużo, a wielu mężczyzn mentalnych cojones zupełnie jest pozbawiona. I jest to męczące, denerwujące i utrudniające codzienne funkcjonowanie. Tak bardzo, że aż postanowiłam sobie o tym napisać:) Kolejny więc raz stawiam pytania dwa. Pierwsze – co to znaczy mieć jaja. I drugie –  jak sobie z brakiem tych jaj na co dzień radzić, bo ten brak jest czymś co mnie zupełnie w ludziach nie uwodzi.

Co to znaczy mieć jaja, czyli co nas (nie) uwodzi w mężczyznach

Cojones, jaja – to coś co z zasady musi kojarzyć się z testosteronem. Ten z kolei kojarzy się z odwagą, z umiejętnością podejmowania ryzyka i brania odpowiedzialności za swoje słowa, czyny oraz działania. Wielkie bycze cojones przywodzą na myśl szybkie decyzje, zdecydowanie, konsekwencję i wytrwałość w działaniu. Kiedy to pisze widzę silnych Wikingów wyruszających na niebezpieczne morskie wyprawy. Widzę też jednak eteryczne kobiety, które dzielnie stawiają czoła swojej domowej codzienności. Wszystkie kobiety z mocami cojones wiedzą, że posiadanie dużej ilości testosteronu do posiadania jaj nie jest konieczne.

Wiemy też, że (niestety) posiadanie narządu produkującego testosteron wcale o posiadaniu jaj nie przesądza. A szkoda! Bo są w naszym życiu mężczyźni z którymi, chcemy czy nie chcemy, na co dzień dealować musimy. I byłoby cudownie, gdyby do swojego męskiego po męsku stanąć potrafili!

Kobieta z jajami

Nie wiem ile razy usłyszałam od mężczyzn, że jestem silna, odważna i szczera. Niby z podziwem to z ich ust wyszło, a jednak gdzieś w tym wszystkim było to magiczne „ale” – ale nie dla mnie. Niby z uznaniem to wyrazili, ale było to magiczne „więc” –więc dasz sobie radę, więc zrozumiesz, więc ja nie muszę.

Za każdym razem, kiedy to słyszę, kiedy widzę zawieszenie w ciele, kiedy wyczuwam wzdechnięcie, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że chodzi o coś jeszcze. O tęsknotę za męskim (swoim męskim). Bo tak naprawdę każdy z nas (kobiety również!) pragnie „mieć jaja”.

I nie chodzi tu od nadprzyrodzoną silę fizyczną, nie chodzi o szorstkość, o super moce. Nie chodzi też o to, że niczego się nie boimy, czy o to, że z każdym demonem się natychmiast mierzymy. Chodzi o umiejętność nawania rzeczy po imieniu. Tak, boje się…, tak, nie stać mnie…, tak, nie chce mi się…, tak nie pomyślałem…, tak, tak jest mi wygodnie…,tak, spie*****em…, tak, kocham… Tak, wezmę za to odpowiedzialność! A co jest zamiast tego?

– No, wiesz jak jest… I dokończ to zdanie jak chcesz. Wiesz, jak jest, czyli: mam żonę, mam dzieci, mam za mało kasy, muszę pracować, nie umiem się zaangażować, zraniła mnie kobieta, skrzywdziła mnie mama, świat jest zły, jest inflacja, mam przecież daleko do córki, nie ten czas, nie to miejsce…

No i kiedy słyszę „Wiesz jak jest…” to chce mi się spytać, co ja mam z tym my Dear zrobić? Zrozumieć? Bo mam cojones?

Dwie prawdy o jajach

Patrzę na niektórych facetów w moim życiu i myślę sobie, że są dwie prawdy, które najwyższy czas zaakceptować. Pierwsza – Jak nie masz jaj, to ci ot tak nie urosną! I druga – od mojego chcenia, żeby Ci wyrosły…od takiego nawet bardzo, bardzo mocnego chcenia (bo jestem w Tobie zakochana, bo się z Tobą przyjaźnię, bo jesteś ojcem mojego dziecka) też Ci kuźwa jaja nie wyrosną.

I wiem, że świat teraz taki. Kobiety podobno kastrują mężczyzn. Podobno bierzemy wasze jaja pod pantofel, wyręczamy, matkujemy i takie tam. Słyszałam wiele razy o tym, że jest Wam trudno i w ogóle do dupy mamy czasy. Ale może jednak nie o trudne czasy chodzi? Może chodzi o to, że czas przestać pytać co Świat może zrobić dla Was, tylko zadać pytanie co Wy możecie w sprawie odzyskania swoich jaj zrobić? Bo mieć jaja – przyznaję, nie jest wcale łatwo, ale bez jaj, Panowie (i Panie) to jest jeszcze gorzej!

Co to znaczy mieć jaja, czyli co nas (nie) uwodzi w ludziach

Co to znaczy mieć jaja, czyli co nas uwodzi lub nie uwodzi w ludziach? Ten wpis jest o mężczyznach akurat, ale tak naprawdę „jaja” uwodzą nas zawsze. Nieważne czy chodzi o mężczyzn, o kobiety, o relacje romantyczne, przyjacielskie, czy biznesowe. Czasami czuję, że oddałabym wiele, żeby przenieść się tam, gdzie jaj było pod dostatkiem. Marzę, żeby być żoną, dziewczyną lub kochanką Ragnara, albo prawą ręką Świetosławy (Świętosława – córka Mieszka I, przejajeczna kobieta!) I dlatego nadziwić nie mogę skąd we mnie tyle tolerancji dla „braku jaj”. Bo jedna rzecz jaj nie mieć, a druga na ten brak nieustająco się godzić.

Dlaczego zgadzamy się na brak jaj?

Kilka dni temu miałam „niespodziewane” starcie z moim Ex (o trudach dealowania z Ex było już kiedyś we wpisie Rozwód i co dalej). Przy niespodziewane uczciwie postawiłam cudzysłów, bo oczywiście nie było w tym nic niespodziewanego. Nie był to pierwszy raz, kiedy „nie-jajecznicą” z własnej woli się poczęstowałam. Poczęstowałam się. Najadłam. Wkurzyłam i zaczęłam się zastanawiać dlaczego na brak jaj się zgadzam, skoro to mnie to tak bardzo nie uwodzi. I oczywiście mogłabym schować się, co zresztą w pierwszym odruchu próbowałam zrobić:), za kilka wymówek. Bo to przecież ojciec mojego dziecka, bo świat taki, bo co ja mogę – przecież od mojego chcenia jaja nikomu nie wyrosną. I to oczywiście jest prawda, ale prawdą jest też to, że to zgadzanie się na nie-jajecznicę, kiedy się jajecznicę lubi jest już historią o mnie.

Bo przecież, kiedy słyszę, że ojciec mojego dziecka nie może, a ja powinnam – to nie muszę go wcale wyręczać. Kiedy widzę, że mężczyzna mojego serca nie ma jaj, żeby zrobić krok w prawo, albo w lewo, to nie muszę mu w tym bezruchu towarzyszyć. Przecież wiem co robić! Dlaczego więc tego nie robię? Dlaczego nie działam z dorosłego? Nie idę do prawnika, nie macham niezdecydowanemu chłopakowi na pożegnanie tylko jęczę z bezsilności, proszę, przekonuję, tłumaczę?

Otóż ja po prostu zapominam, że mam prawo jaj żądać! Czasami się boję lub nie umiem ich zażądać. A czasami nie chcę się zmierzyć z faktem, że ten którego kocham lub kochałam tych jaj po prostu nie ma!

I może jest to historia o przekonaniach, przyzwyczajeniach, bo wokół przecież tak mało Ragnarów i Świętosław.  A może jest to historia o lękach, nadodpowiedzialności i nieumiejętności stawiania granic? Tak czy siak, jeżeli poczujesz, że wokół Ciebie robi się bezjajeczne, to czas spojrzeć w lustro i spytać: czemu ja jaj nie żądam? Pod warunkiem oczywiście, że lubisz jak jest jajecznie:)))

A żeby niejajecznosci wokół nas nie utrwalać, na zawieszone gdzieś w próżni stwierdzenio-pytanie WIESZ JAK JEST warto odpowiedzieć wprost: Nie, nie wiem. Wiem jak nie jest. I wiem jak być by mogło, gdybyś miał jaja. Wiem też jak chcę, żeby w moim życiu było, dlatego o swoje jaja dbam. A jak jest u Ciebie? Chyba wystarczająco…skoro jest:)

Zapraszam cię do odsłuchania tego wpisu na Spotify.